Zadzwoń do nas aby dowiedzieć się więcej: +48 12 633 04 60

Ultramarine – statek, który został zbudowany po to, by zejść z jego pokładu

02.09.2026
Rejsy egzotyczne z Prestige Tours

W klasycznym rejsie statek jest celem samym w sobie. Są restauracje, kabiny, tarasy, wieczorne atrakcje, a kolejne porty pojawiają się według ustalonego rozkładu. W Arktyce wszystko działa inaczej.
Tutaj statek powinien przede wszystkim umożliwić dotarcie tam, gdzie kończą się zwyczajne szlaki żeglugowe.

Ultramarine został zaprojektowany właśnie z taką myślą. Nie jako kolejny luksusowy wycieczkowiec, ale jako nowoczesna baza ekspedycyjna, z której w ciągu kilkunastu minut można przenieść się na pokład Zodiaka, wylądować helikopterem w niedostępnym miejscu albo stanąć na brzegu jednej z wysp Kanadyjskiej Arktyki.

Podczas wyprawy przez Przejście Północno-Zachodnie ta różnica ma znaczenie. Tutaj nie wystarczy patrzeć na Arktykę zza szyby. Trzeba móc do niej wyjść.

Nie chodzi o to, żeby cały dzień spędzać na statku

Przejście Północno-Zachodnie prowadzi przez jeden z najbardziej odległych regionów północnej półkuli. Między Grenlandią a Kanadyjskim Archipelagiem Arktycznym znajdują się tysiące wysp, fiordów, zatok i cieśnin. W wielu miejscach nie ma portów ani infrastruktury pozwalającej przybić dużemu statkowi.

Dlatego rejs ekspedycyjny po Arktyce wygląda zupełnie inaczej niż klasyczny rejs.

Czasami statek zatrzymuje się w zatoce. Kilkanaście minut później uczestnicy siedzą już w Zodiacach, płynąc w stronę brzegu albo wzdłuż lodowca. Innym razem zamiast lądowania możliwy jest rejs pomiędzy kawałkami dryfującego lodu. Jeśli warunki pozwalają, nad statkiem pojawiają się helikoptery.
Program pozostaje elastyczny, ponieważ w Arktyce ostateczne decyzje podejmowane są na podstawie pogody, sytuacji lodowej oraz aktywności zwierząt.
I właśnie w takich warunkach konstrukcja statku zaczyna mieć znacznie większe znaczenie niż marmur w lobby czy liczba sklepów na pokładzie.

Dwadzieścia Zodiaców czeka kilka metrów nad wodą

Jedną z najważniejszych części Ultramarine trudno nawet nazwać reprezentacyjną. Znajduje się nisko, niemal na poziomie morza.
To wewnętrzny hangar dla 20 pontonów Zodiac.
Zodiaki są podstawowym środkiem transportu podczas wypraw polarnych. Pozwalają przepłynąć pomiędzy kawałkami lodu, zbliżyć się do klifów pełnych ptaków, obserwować lodowce z poziomu wody i wysadzać uczestników na brzegach, przy których nie ma żadnej przystani.
Na Ultramarine zaprojektowano cały system tak, aby wypuszczanie pontonów oraz wsiadanie do nich przebiegało możliwie sprawnie. Cztery punkty embarkacji i miejsce wsiadania znajdujące się blisko poziomu wody pozwalają szybciej rozpocząć ekspedycję.
Ma to większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać.
Jeżeli pogoda nagle się poprawia albo w pobliżu pojawia się interesujące miejsce do obserwacji, liczy się możliwość szybkiej reakcji. W Arktyce okazja czasami pojawia się tylko na chwilę.

Helikopter zmienia skalę Arktyki

Jeszcze większą różnicę robią dwa dwusilnikowe śmigłowce Airbus H145, które mają własne lądowiska na najwyższym pokładzie Ultramarine.
Lot helikopterem w regionach polarnych nie jest jedynie dodatkową atrakcją.
Z poziomu morza widzimy zwykle pojedynczą dolinę, ścianę gór lub jęzor lodowca. Po wzniesieniu się kilkaset metrów wyżej krajobraz zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.
Nagle okazuje się, że lodowiec ciągnie się daleko w głąb lądu. Za pierwszym pasmem górskim pojawia się następne. Fiord, który z pokładu wydawał się kończyć kilka kilometrów dalej, tworzy cały system zatok i odnóg.
Arktyka zaczyna mieć skalę, której z poziomu morza po prostu nie można zobaczyć.
Śmigłowce H145 wykorzystywane przez Ultramarine mają sześć miejsc przy oknach dla pasażerów, dzięki czemu każdy uczestnik lotu ma możliwość obserwowania krajobrazu z własnej perspektywy.
W zależności od wyprawy i warunków helikoptery wykorzystywane są nie tylko do lotów widokowych. Mogą również umożliwić lądowanie w miejscach, do których nie można dotrzeć ani statkiem, ani Zodiakiem.
I właśnie wtedy najlepiej widać, czym różni się statek ekspedycyjny od zwykłego statku wycieczkowego.

Statek przygotowany na lód

Ultramarine ma 128 metrów długości i zabiera maksymalnie 199 pasażerów. Posiada klasę lodową PC6 / 1A+, pozwalającą na żeglugę w warunkach charakterystycznych dla regionów polarnych.
Do tego dochodzi około 140 członków załogi i personelu.
Ta proporcja jest istotna podczas wyprawy, której ogromna część programu odbywa się poza statkiem.
Na pokładzie pracuje zespół ekspedycyjny złożony z osób zajmujących się między innymi historią eksploracji polarnej, geologią, glacjologią, ptakami czy arktycznymi ssakami. To właśnie oni prowadzą wykłady, towarzyszą uczestnikom podczas zejść na ląd i prowadzą Zodiaki.
Wyprawa przez Przejście Północno-Zachodnie nie polega więc jedynie na przemieszczaniu się pomiędzy kolejnymi punktami na mapie.

Gotowi do wyjścia w kilka minut

Na drugim pokładzie Ultramarine znajdują się dwa tak zwane Ready Rooms.
To miejsca stworzone specjalnie dla uczestników wypraw. Każdy ma własną szafkę na sprzęt ekspedycyjny, miejsce na buty i odzież oraz przestrzeń, w której można przygotować się do zejścia na ląd.
Nie jest to szczegół projektowy.
Kiedy przychodzi komunikat, że za kilkanaście minut rozpoczyna się wyprawa Zodiacami, trzeba założyć warstwy termiczne, wodoodporną odzież, kamizelkę ratunkową i odpowiednie buty.
Potem wystarczy zejść kilka metrów niżej.
Zodiaki czekają przy poziomie wody.
Zamiast długiego procesu opuszczania pontonów z wysokich pokładów uczestnicy mogą rozpocząć kolejną wyprawę znacznie szybciej.
W rejsie ekspedycyjnym statek jest bowiem najlepiej zaprojektowany wtedy, gdy pomaga sprawnie… z niego zejść.

Komfort po powrocie z tundry

Ultramarine nie jest jednak surowym statkiem badawczym.
Po kilku godzinach spędzonych na Zodiacach albo spacerze po arktycznej tundrze wraca się do wnętrza, które przypomina raczej nowoczesny niewielki hotel niż jednostkę ekspedycyjną.
Na pokładzie znajdują się dwie restauracje – Balena i Bistro 487, panoramiczny salon, biblioteka, centrum fitness, studio jogi oraz Tundra Spa.
Szczególnie charakterystyczna jest sauna z dużymi przeszkleniami.
Można więc siedzieć w cieple i jednocześnie obserwować przesuwające się za oknem góry, fiordy i pola lodowe.
To kontrast typowy dla współczesnych wypraw polarnych.
Jeszcze godzinę wcześniej uczestnicy stoją na wietrze przy lodowcu albo płyną Zodiakiem pomiędzy fragmentami lodu. Wieczorem jedzą kolację i patrzą przez panoramiczne okna na ten sam krajobraz.
Arktyka jest cały czas za oknem
Na statkach ekspedycyjnych bardzo ważne są miejsca obserwacyjne.
Tutaj nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś zauważy pierwszego wieloryba, morsa albo niedźwiedzia polarnego.
Ultramarine ma rozległe przestrzenie zewnętrzne oraz Panorama Lounge, którego przeszklone ściany pozwalają obserwować krajobraz bez wychodzenia na pokład.
Wiele osób szybko wyrabia sobie podczas takich rejsów pewien nawyk.
Wchodząc do restauracji, patrzą przez okno.
Idąc korytarzem, patrzą przez okno.
Czytając książkę, co kilka minut podnoszą wzrok.
Bo w Arktyce czasami wystarczy pół minuty nieuwagi, żeby przegapić coś, czego później nie zobaczy się już przez cały rejs.

To nie jest zwykły luksus

W przypadku statku takiego jak Ultramarine luksus można oczywiście mierzyć wielkością kabin, balkonami, restauracjami czy spa.
Ale prawdziwy luksus podczas wyprawy przez Przejście Północno-Zachodnie oznacza coś innego.
To możliwość zobaczenia fiordu z pokładu helikoptera.
Możliwość zejścia do Zodiaka kilka minut po decyzji zespołu ekspedycyjnego.
Możliwość dotarcia na niewielką wyspę w Kanadyjskiej Arktyce, gdzie poza śladami dawnych ekspedycji przez wiele kilometrów nie ma właściwie niczego.
A później powrotu do ciepłej kabiny, kiedy za oknem przesuwają się góry lodowe.
Ultramarine został zbudowany właśnie wokół tego kontrastu.
Ma zapewniać komfort, ale przede wszystkim pozwalać podróżnikom spędzać jak najwięcej czasu poza statkiem.
Bo w wyprawie do Arktyki najlepszy statek nie jest tym, na którym przez cały dzień chcemy pozostać.
Najlepszy jest ten, który pozwala nam zobaczyć jak najwięcej tego, co znajduje się poza jego pokładem.

Wieczorem Arktyka przenosi się do sali wykładowej

Jednym z największych zaskoczeń podczas wypraw polarnych jest to, że dzień nie kończy się po powrocie z Zodiaka.
Czasami właśnie wtedy zaczyna się jego druga, równie fascynująca część.
Na Ultramarine znajduje się Ambassadors Theater – główna sala, w której odbywają się spotkania, prezentacje i wykłady prowadzone przez członków zespołu ekspedycyjnego, ekspertów polarnych oraz zaproszonych gości.
I nie są to wykłady przypominające szkolną lekcję geografii.
Tematy wynikają z miejsc, przez które właśnie płyniemy.
Jednego dnia glacjolog może tłumaczyć, dlaczego lodowiec, który kilka godzin wcześniej oglądaliśmy z Zodiaka, ma właśnie taki kształt. Innym razem biolog morski opowiada o narwalach, wielorybach lub morsach żyjących w wodach Kanadyjskiej Arktyki. Ornitolog przygotowuje uczestników do obserwacji ptaków, a historyk wraca do opowieści o Franklinie, Amundsenie i ludziach, którzy próbowali przedostać się przez Przejście Północno-Zachodnie na długo przed nami.
Quark organizuje takie prezentacje każdego dnia. Prowadzą je między innymi biolodzy morscy, glacjolodzy, geolodzy, ornitolodzy, historycy, fotografowie oraz doświadczeni przewodnicy polarni.
Największa wartość tych spotkań polega jednak na czymś innym.
Ekspert, którego wieczorem słuchamy w sali wykładowej, następnego dnia może płynąć z nami Zodiakiem.
Można więc nie tylko wysłuchać prezentacji, lecz także później stanąć obok glacjologa przed lodowcem i zapytać o widoczne szczeliny albo obserwować ptaki razem z ornitologiem, który chwilę wcześniej opowiadał o ich migracji.
Właśnie dlatego rejs ekspedycyjny tak różni się od zwykłego zwiedzania.
Nie tylko widzimy Arktykę.
Z każdym kolejnym dniem zaczynamy ją lepiej rozumieć. Każde miejsce zaczyna mieć własny kontekst. Wyspa Beechey przestaje być niewielkim kawałkiem lądu pośrodku Arktyki, kiedy poznajemy historię wyprawy Franklina. Widok wieloryba nabiera innego znaczenia, gdy chwilę wcześniej biolog opowiadał o jego migracji. Lodowiec nie jest tylko piękną scenerią, kiedy glacjolog pokazuje, jak zmienia się jego czoło.

Zespół ludzi, którzy zawodowo zajmują się końcem świata

Quark Expeditions specjalizuje się wyłącznie w regionach polarnych i wokół tej specjalizacji zbudował własny system szkolenia przewodników – Quark Academy.
Nowi członkowie zespołów przechodzą szkolenia obejmujące między innymi prowadzenie Zodiaców, nawigację GPS, procedury radiowe, reagowanie w sytuacjach awaryjnych, zasady bezpiecznych zejść na ląd oraz obserwowanie zwierząt w sposób, który nie zakłóca ich naturalnego zachowania.
Poznają również zasady organizacji AECO – Association of Arctic Expedition Cruise Operators – regulującej odpowiedzialną turystykę ekspedycyjną w Arktyce.
Ale podczas wyprawy kompetencje techniczne to tylko część ich pracy.
Równie ważna jest umiejętność opowiadania.
Dobry przewodnik potrafi spojrzeć na niepozorną warstwę skał i odtworzyć historię powstawania całego fiordu. Historyk może stanąć na Beechey Island i opowiedzieć o wyprawie Franklina dokładnie w miejscu, w którym jej uczestnicy spędzili swoją pierwszą arktyczną zimę.
Biolog może przerwać rozmowę w połowie zdania, ponieważ kilka kilometrów dalej zauważył przez lornetkę ruch na powierzchni morza.
I nagle kilkanaście osób patrzy w tym samym kierunku.
Tak właśnie działa dobra wyprawa ekspedycyjna.
Program tworzą nie tylko miejsca zaznaczone wcześniej na mapie, lecz także ludzie, którzy potrafią zauważyć i wyjaśnić to, co dzieje się wokół statku.

Nie trzeba pakować garnituru

Po całym dniu spędzonym w kurtce ekspedycyjnej, wodoodpornych spodniach i butach do zejść na ląd nikt nie oczekuje, że wieczorem pojawimy się w restauracji w garniturze.
Na Ultramarine obowiązuje nieformalny, swobodny dress code.
W praktyce na kolację wystarczy wygodny strój – spodnie, koszula, sweter czy zwykła bluzka. Nie ma obowiązku zabierania marynarki, sukienki koktajlowej ani stroju wieczorowego.
Niektórzy uczestnicy ubierają się trochę bardziej elegancko podczas Captain's Welcome Reception, ale również wtedy nie jest to formalny bal.
I chyba właśnie taki styl najbardziej pasuje do wyprawy polarnej.
Przy jednym stole mogą siedzieć ludzie, którzy kilka godzin wcześniej wrócili z trekkingu po tundrze, fotografowali lodowiec z Zodiaka albo lecieli helikopterem nad górami.
Tutaj znacznie częściej rozmawia się o tym, co ktoś zobaczył podczas dnia, niż o tym, co ma na sobie.

Kolacja z widokiem na Arktykę

Główną restauracją na Ultramarine jest Balena.
To bardziej elegancka z dwóch restauracji statku, ale również tutaj atmosfera pozostaje swobodna. Przy stolikach może usiąść od dwóch do kilku osób, więc jednego wieczoru można zjeść spokojną kolację we dwoje, a następnego dołączyć do większego stołu i poznać podróżników z różnych stron świata.
Balena serwuje dania inspirowane kuchniami różnych regionów świata oraz regionalne specjalności. W menu pojawiają się również produkty pochodzące ze zrównoważonych źródeł.
Śniadania i lunche najczęściej mają formę bufetu, natomiast wieczorne kolacje są serwowane przy stole. Dania à la carte przygotowywane są po zamówieniu.
Jest też Bistro 487 – bardziej swobodne miejsce, w którym można zjeść szybszy posiłek, późniejsze śniadanie, przekąskę czy lunch. Zewnętrzna część bistro wychodzi na rufowy pokład i przy odpowiednich warunkach właśnie tutaj mogą odbywać się popularne podczas rejsów Quarka spotkania przy barbecue.
Menu podczas wyprawy zmienia się, pojawiają się kuchnie inspirowane różnymi stronami świata i regionalne akcenty, dzięki czemu wieczorne posiłki nie są po prostu powtarzalną hotelową kolacją.
A najciekawsze jest to, że nawet podczas posiłku Arktyka nie znika z pola widzenia.
Balena została zaprojektowana tak, aby praktycznie z każdego miejsca można było obserwować otaczający statek krajobraz, a bezpośrednio z restauracji można wyjść na zewnętrzny, okalający statek pokład.
To ma swoje konsekwencje.

Kolację może przerwać komunikat:
„Whales on starboard side.”

I wtedy połowa restauracji odkłada sztućce.
Bo w Arktyce wieloryb ma pierwszeństwo przed deserem.

Restauracja, w której przy sąsiednim stole może siedzieć glacjolog

Jest jeszcze jeden szczegół, którego nie pokazują fotografie kabin i restauracji.
Na wyprawach ekspedycyjnych zespół nie znika po zakończeniu zajęć.
Członkowie Expedition Team bywają w tych samych przestrzeniach co uczestnicy. Można spotkać ich w restauracji, Panorama Lounge, na pokładzie obserwacyjnym czy przy kawie.
Quark podkreśla właśnie taki model kontaktu z ekspertami – nie tylko podczas formalnych prezentacji, ale również w mniej oficjalnych sytuacjach.
I często właśnie wtedy padają najciekawsze pytania.
Dlaczego ten lód jest niebieski?
Czy narwal rzeczywiście używa swojego kła podczas walk?
Jak daleko niedźwiedź polarny potrafi przepłynąć?
Co sprawiło, że Franklin przegrał z Arktyką, a Amundsenowi udało się pokonać Przejście Północno-Zachodnie?
Rozmowa, która rozpoczęła się podczas wykładu, może więc skończyć się godzinę później przy kolacji.

Arktyka nie ma sztywnego harmonogramu

Nawet posiłki na statku podporządkowane są wyprawie.
Quark wyraźnie zaznacza, że godziny śniadań, lunchów czy kolacji mogą zostać zmienione ze względu na zejście na ląd albo niespodziewane pojawienie się zwierząt.
I trudno wyobrazić sobie lepszą hierarchię priorytetów.
Jeżeli właśnie pojawiła się możliwość zejścia na ląd, pogoda nagle otworzyła drogę do zatoki albo niedaleko statku zauważono wieloryby, restauracja może poczekać.
Arktyka nie będzie.

Statek jest częścią wyprawy, ale nie jej granicą

   

Ultramarine zapewnia komfort, którego dawni odkrywcy Przejścia Północno-Zachodniego nie mogliby sobie nawet wyobrazić.
Dobra kolacja.
Ciepła kabina.
Sauna.
Panoramiczny salon.
Biblioteka.
Bar, w którym wieczorem można usiąść z kieliszkiem wina i spojrzeć na przesuwający się za szybą arktyczny krajobraz.
Ale prawdziwa wartość tego statku nie kończy się na wyposażeniu.
To 20 Zodiaców, które pozwalają zejść na wodę.
To dwa helikoptery, dzięki którym można spojrzeć na Arktykę z zupełnie innej perspektywy.
To zespół ekspertów, którzy potrafią wyjaśnić historię, geologię i przyrodę miejsca, do którego właśnie dotarliśmy.
I to możliwość, że rano słuchamy wykładu o wielorybach, kilka godzin później szukamy ich przez lornetkę z Zodiaka, a wieczorem siedzimy przy kolacji i rozmawiamy z biologiem, który pomaga nam zrozumieć to, co zobaczyliśmy.
Właśnie dlatego Ultramarine nie jest jedynie statkiem, którym płynie się przez Arktykę.
Jest częścią sposobu, w jaki się ją poznaje.

Opracowała Aleksandra Panuś

Chcesz zobaczyć Arktykę nie tylko z pokładu statku?
Ultramarine został zaprojektowany tak, by jak najszybciej przenieść uczestników z komfortowej kabiny na Zodiac, arktyczny brzeg albo — tam, gdzie program i warunki na to pozwalają — do helikoptera. To statek, który łączy wygodę z prawdziwą eksploracją i pozwala poznawać Arktykę z kilku zupełnie różnych perspektyw.

Wyprawa przez Przejście Północno-Zachodnie — sprawdź trasę, aktualne terminy i ceny.

Zobacz wyprawę →

Tagi:
Arktyka