Zadzwoń do nas aby dowiedzieć się więcej: +48 12 633 04 60

Droga do „leśnych ludzi” - w poszukiwaniu orangutanów

20.12.2022
Poszukiwanie Orangutanów na Sumatrze

   Poranek w Medanie, stolicy północnej prowincji Sumatry, w archipelagu indonezyjskim. Od godziny, zlany potem, czekam na Pinang Baris – jednym z dwóch dworców autobusowych, jakie znajdują się w tym mieście. Dworzec to pojęcie bardziej europejskie i względne, bo ten tutaj to tylko spory wydzielony obszar, na którym tu i ówdzie parkują nieoznakowane autobusy. A skoro nie są oznakowane, to nie ma również rozkładu jazdy, czyli jakiegokolwiek porządku w naszym znaczeniu tego słowa. Może to i słuszne, bo i po co zawracać sobie głowę czymś tak przyziemnym? Aby wysłać sygnał, gdzie chcemy się przemieścić, należy dokładnie wypytać miejscowych, który z pojazdów parkujących na poboczu jedzie do interesującego nas miejsca przeznaczenia. Potem pozostaje nam tylko czekać. Czekać, aż uzbiera się taka liczba chętnych pasażerów, aby kierowca mógł uznać, że warto uruchomić silnik i ruszyć w trasę. Nie mam szczęścia, bo mimo że spędziłem godzinę na krawężniku, tylko jedna kobieta oprócz mnie chce jechać do Bukit Lawang. Mijają kolejne minuty, kwadranse i już nawet szofer okazuje zniecierpliwienie. Po kolejnych piętnastu minutach skutkuje to zbawiennym zapuszczeniem silnika. Jedziemy. Dosiada się jeszcze jeden delikwent, który, jak się później okazało, nie jest pasażerem, a jedynie kasjerem nawoływaczem. Całą drogę spędza w otwartych drzwiach, z jedną nogą wywieszoną poza autobus, wykrzykując do przechodniów głośne: „Lawang, Lawang” i zachęcając w ten sposób do wzięcia udziału w podróży.

   Pomysł wydawałoby się prosty, ale równie skuteczny. Co kilkaset metrów autobus zabiera ludzi mniej lub bardziej obładowanych bagażami. W końcu Medan to metropolia, gdzie przyjeżdża się raz w tygodniu na zakupy po towary, o które w górach nie tak łatwo. Od pierwszych minut przyciągam swoim europejskim wyglądem uwagę pasażerów tubylców. Uśmiechają i zwracają się do mnie charakterystycznym dla tej części Sumatry pozdrowieniem Bataków: Horas, Mister. Jeden ze współpasażerów, odważniejszy niż inni, znający kilka słów po angielsku i niemiecku, od początku stara się, wręcz na siłę zaprzyjaźnić, ze mną. W miarę upływu czasu okazuje się, że jest on przewodnikiem lub tylko pośrednikiem przewodnika, który za wszelką cenę próbuje złożyć mi ofertę nie do odrzucenia. Proponuje pójście wraz z nim – za jedyne 40 euro dziennie – na wyprawę w las tropikalny. Może cena nie jest faktycznie odstraszająca, ale, po pierwsze, jestem turystą niskobudżetowym, po drugie, nie cierpię narzucających się oferentów, a po trzecie, życie nauczyło mnie nie ulegać takim pokusom. Tonem na tyle miłym, na ile jeszcze potrafię, daję mu do zrozumienia, że nie jestem zainteresowany wspólnym trekkingiem. Współpasażer nie może pojąć, że ja, biały – Bule, jadący do Bukit Lawang, a więc bez wątpienia moim celem jest las równikowy i orangutany tam żyjące, nie korzystam z jego oferty. Oczywiście, w połowie swego rozumowania nie mija się z prawdą, unikam jednak zobowiązań. Wolę sam dokonać rozpoznania i podjąć decyzję na miejscu.

   Autobus leniwie jedzie serpentynami wąskiej drogi, między malowniczo położonymi tysiącami hektarów plantacji palm oleistych, zbliżając się do miejsca przeznaczenia. Bukit Lawang to jedno z nielicznych miejsc na Ziemi, gdzie można spotkać na wolności naszych bliskich-dalekich krewnych – orangutany. Są wprawdzie rezerwaty na Borneo, szczególnie w jego malezyjskiej części, gdzie uczyniono z tego przemysł turystyczny i orangutany pokazuje się turystom jak w zoo, ale tutaj to zupełnie coś innego. W rezerwacie Gunung Leuser żyje na wolności większa część z ponad siedmiu tysięcy małp człekokształtnych zamieszkujących Sumatrę, zagrożonych zanieczyszczeniami środowiska, wyrębami i wypalaniem lasów. Zanim jednak się z nimi spotkam, odbywam opisaną czterogodzinną podróż w upale, by dotrzeć do celu, czyli do Lawangu – jedynego znaczniejszego ośrodka na obrzeżach parku narodowego. Jeszcze niedawno była to zadbana wioska z kilkoma hotelikami dla nielicznych, ale jednak docierających tu amatorów obserwacji orangutanów. Jednak powódź w 2007 r., której ofiarą padło ponad 300 osób, bardzo wyhamowała rozwój turystyczny tego ośrodka. Dzięki staraniom i dotacjom rządu indonezyjskiego sytuacja wraca powoli do poprzedniego stanu i być może w niedalekiej przyszłości coraz większe rzesze turystów będą mogły obcować z niepowtarzalnymi atrakcjami, jakie oferuje ta położona na skraju gór osada. Bez problemu znajduję lokum w tanim hoteliku, gdzie za niespełna cztery dolary amerykańskie wynająć można schludny, choć nieklimatyzowany pokoik. W hotelu jest restauracja na świeżym powietrzu, z pięknym widokiem na nieposkromioną górską rzekę, która nie tak dawno temu spowodowała tyle zniszczeń. Dzisiaj przynosi ukojenie swym szumem. Pijąc wieczorną herbatę z cytryną, rozmawiam z obsługą baru o możliwości wyprawy w góry, w rejon lasów tropikalnych, i spotkania tego, co jest magnesem dla każdego przybywającego tu podróżnika. Okazuje się, że pierwszym i zasadniczym warunkiem, od którego spełnienia należy zacząć jakąkolwiek wyprawę, jest pójście do miejscowych władz, zarejestrowanie się oraz wykupienie dziennego voucheru za niespełna trzy dolary. Po zaopatrzeniu się w takie minimum można pomyśleć o przewodniku, których kilku przesiaduje w restauracjach. Za dwadzieścia dolarów dziennie udaje mi się znaleźć bystrą kobietę, która przez następne dwa dni jest moim tropicielem „ludzi lasu”, gdyż tak można dosłownie przetłumaczyć z indonezyjskiego słowo „orangutan”. Mimo jej wielokrotnych ostrzeżeń, iż nie ma żadnej gwarancji, że spotkamy „ludzi lasu”, dobijamy targu i ruszamy w leśne ostępy. Długo można by pisać o upale, trudach wędrówki, insektach i chwilach zwątpienia towarzyszących takiej wyprawie w las tropikalny. Tu mogę pochwalić się bliskim spotkaniem trzeciego stopnia, które na zawsze pozostanie mi w pamięci. Widok wielkich, pięknych małp, poruszających się po gałęziach z niezwykłą lekkością, zwinnością i gracją, zapiera dech w piersi i, co dość osobliwe, budzi niezwykłe refleksje nad sobą samym, nad człowiekiem... Ale to już całkiem inna historia.

Tekst: Piotr Śmieszek

Źródło:  archiwum magazynu  „Globtroter”

Orangutan Nazwa pochodzi z jeżyków malajskich (orang – człowiek, utan – las). Małpa człekokształtna zamieszkująca obecnie Borneo i Sumatrę. Orangutany prowadzą nadrzewny tryb życia. Samce są większe od samic osiągając 160 cm wzrostu i 100 kg wagi. Cechują się ogromną rozpiętością ramion (do 250 cm). Ciąża trwa 240 dni, rodzi się jedno młode o wadze poniżej 2 kg. Matka opiekuje się dzieckiem samotnie. Orangutany są roślinożerne, choć mogą zjeść czasem ptasie jaja i małe gady lub płazy. Bogata mimika małp robi duże wrażenie i daje efekt, jakby były one myślącymi istotami podobnymi do ludzi. Orangutany są zwierzętami łagodnymi, należą do gatunku zagrożonego wyginięciem WT, na podstawie: Encyklopedia Biologiczna, t.VII, wyd. Opres, Kraków 1999