Zadzwoń do nas aby dowiedzieć się więcej: +48 12 633 04 60
Zamów katalog

NA TROPACH WUDU

14.01.2021
NA TROPACH WUDU

Wyznawcy rodzimych religii stanowią obecnie w Afryce mniejszość. Lata kolonizacji z półksiężycem i z krzyżem na sztandarach zrobiły swoje, powiększając grono muzułmanów i chrześcijan.

Pozostały jednak obszary – jak niektóre kraje Afryki Zachodniej: Benin, Ghana, Burkina Faso czy Togo – których ludność oparła się obcym wpływom, gdzie zwolennicy tradycyjnych kultów nadal stanowią większości społeczeństwa. Tam w dalszym ciągu podróżnik możne stanąć oko w oko się ze światem dawnych wierzeń.

Niegdyś każde z plemion zamieszkujących Czarny Ląd tworzyło własną mitologię, własny panteon bóstw, wizję kosmosu i tego co święte. Tak powstawały religie etnocentryczne niewielkich społeczności, nie mających ambicji nawracania kogokolwiek, ani też poszukiwania obcych wzorów. Pytanie, czy w tej mozaice można znaleźć wspólne idee, jest zadawane od lat przez afrykanistów, kulturoznawców, religioznawców. Można pokusić się o stwierdzenie istnienia podobnej wizji rzeczywistości, w której nie ma podziałów na to, co doczesne i wieczne, święte i świeckie, materialne i duchowe, widzialne i niewidzialne. Gdzie Kosmos to jedność wszelkich bytów, gdzie zmarli, żyjący i nienarodzeni tworzą jedną wielką rodzinę, należącą do plemienia. Zmarły traci swe cechy indywidualne dopiero, gdy odejdą ludzie, którzy go pamiętali; zostaje wtedy darzonym szacunkiem przodkiem, istniejącym nadal dzięki częściowej reinkarnacji w swoich potomkach. Dla Afryki wspólna jest też idea Istoty Najwyższej wyłaniającej się z rzeszy bóstw o pomniejszym znaczeniu. Afrykański kosmos przenikają moce i siły magiczne, które mogą manifestować swą obecność na różne sposoby – na przykład poprzez nawiedzenie, a więc czasową obecność bóstwa w człowieku. Ale też zupełnie z naszego punktu widzenia banalnie: oto ktoś skaleczył się w nogę. To, co wydaje się zupełnie normalne – w końcu nie jest trudno doznać urazu – ma drugie dno. A nuż komuś zależało, by doszło do tego wydarzenia, a nuż użył odpowiedniego zaklęcia?

Prócz wiary w magiczne siły afrykańska religijność przejawia się poprzez rytuały związane z inicjacją, dopuszczającą młodych do wspólnoty plemiennej. Rytuały będące swoistym misterium, związanym z symbolami śmierci i powtórnych narodzin, często brutalne i bolesne w sensie fizycznym, ale zapewniające dostęp do uświęconej  wiedzy przodków. Inicjacji wymaga również wstąpienie do charakterystycznych dla religijności afrykańskiej „tajnych związków”. Podczas obrzędów „tajnych bractw”, które mają stać na straży plemiennych tradycji i mitów, ogromną rolę odgrywają maski i instrumenty muzyczne.

Plemienna, różnorodna Afryka zamanifestowała istnienie wspólnych cech kultury w sytuacji dramatycznej dla jej mieszkańców. Dziedzictwo Czarnego Lądu przemówiło z całą mocą, w chwili, gdy zostało oderwane od korzeni wraz z niewolnikami płynącymi na statkach do Nowego Świata.  Mity, rytuały odrodziły się w między innymi w wudu (voodoo), które powstało na wyspie Haiti jako religia synkretyczna łącząca elementy afrykańskie, katolickie i indiańskie. Religia tkwiąca korzeniami w wierzeniach ludów Dahomeju, dzisiejszego Beninu, gdzie bóstwa – mające oczywiście również swoje indywidualne imiona – określa się zbiorczym słowem „wodun”. Ale wudu to nie wodun. Jedno to przesiąknięty magią afro-karaibski system religijny, a drugie to "bóg" w języku zachodnioafrykańskiego plemiona Fonów.

W wudu, które włączyło liturgię katolicką do swych obrzędów, wyróżnia się trzy typy rytuałów: „Rada” pochodzenia dahomejskiego, „Congo” związane z ludami Bantu i indiańskie najbardziej złowrogie „Petro”. Jest to religia tańca, w której opętanie i ekstaza odgrywa dużą rolę. Niesłusznie wudu, głównie dzięki horrorom rodem z Hollywood, kojarzy się stereotypowo wyłącznie z czarną magią, zombie i nakłuwanymi laleczkami. Zresztą, aby zostać jego wyznawcą, trzeba być katolikiem, a woda chrztu ułatwia zstąpienie „loa” (ducha, bóstwa) w wiernego.

A więc, jeśli chcemy poszukiwać prawdziwego oblicza wudu, a nie tylko jego korzeni, z Europy należy wyruszyć nie na południe, lecz na zachód, ku karaibskim wybrzeżom.

Tekst: Beata Król-Kawecka

Źródło: „Magazyn Globtroter”