Czy w XXI wieku naprawdę można mieszkać w namiocie na środku pustyni?
W Mongolii – jak najbardziej. Tradycyjny dom nomadów, nazywany ger (często określany u nas jako jurta), to wciąż codzienność dla setek tysięcy ludzi. Mongolia należy do krajów o najniższej gęstości zaludnienia na świecie. Ogromne przestrzenie stepów i pustyni Gobi sprawiają, że koczowniczy tryb życia przez wieki był najbardziej naturalnym sposobem funkcjonowania – i w wielu regionach pozostaje nim do dziś.
Czym właściwie jest ger?
Ger to precyzyjnie zaprojektowana, okrągła konstrukcja z drewnianej kratownicy, wsparta na słupach i pokryta kilkoma warstwami filcu z owczej wełny. Całość spinają liny z końskiego włosia lub współcześnie także pasy materiałowe.
To nie „namiot turystyczny”, lecz dom zaprojektowany pod ekstremalne warunki klimatyczne.
- Zimą temperatury w Mongolii mogą spadać poniżej –30°C, a w niektórych regionach nawet niżej.
- Latem, szczególnie na Gobi, słupek rtęci potrafi przekroczyć +35°C.
Grube warstwy filcu działają jak naturalna izolacja – zatrzymują ciepło zimą i chronią przed nadmiernym nagrzewaniem latem.

Dlaczego jurta jest okrągła?
Okrągły kształt nie jest przypadkowy. Konstrukcja lepiej znosi silne, stepowe wiatry, które potrafią być bardzo gwałtowne. Brak narożników sprawia, że podmuchy „opływają” ger, zamiast uderzać w ściany pod kątem.
Dodatkowo wnętrze jest funkcjonalnie podzielone zgodnie z tradycją – każda część ma swoje symboliczne znaczenie. Wejście niemal zawsze skierowane jest na południe. To rozwiązanie praktyczne: chroni przed zimnymi północnymi wiatrami i pozwala lepiej wykorzystać światło dzienne.
Czy taki dom da się naprawdę przenieść?
Tak – i właśnie to jest jego największą zaletą.
Rodzina potrafi złożyć ger w kilka godzin, załadować elementy na samochód (dawniej na wozy lub wielbłądy) i przenieść się w nowe miejsce. Nomadzi przemieszczają się kilka razy w roku, w zależności od pory sezonu i dostępności pastwisk.
Ten rytm migracji wynika z konieczności – podstawą życia jest hodowla zwierząt: kóz, owiec, koni, jaków oraz wielbłądów dwugarbnych (szczególnie na Gobi). Przemieszczanie się zapobiega nadmiernemu wyeksploatowaniu terenu i pozwala stadom znaleźć świeżą roślinność.
Jak wygląda codzienność w gerze na pustyni Gobi?
Pustynia Gobi wbrew nazwie nie jest wyłącznie morzem piasku. To w dużej mierze kamienista, sucha przestrzeń z rozległymi, półpustynnymi obszarami. Opady są tam bardzo niskie, a różnice temperatur między dniem a nocą potrafią być ogromne.
Dzień zaczyna się wcześnie. Zwierzęta trzeba wypuścić na pastwiska, napoić, doglądać młodych. Woda jest dobrem cennym – korzysta się z niej oszczędnie.
W centrum geru stoi piec – to serce domu. Służy do ogrzewania i gotowania. Dym uchodzi przez otwór w dachu, który jednocześnie doświetla wnętrze.
Choć warunki są surowe, wiele rodzin korzysta dziś z paneli słonecznych. Mongolia ma ponad 250 słonecznych dni w roku, dlatego energia solarna stała się praktycznym rozwiązaniem nawet w odległych regionach.

Czy życie tam jest całkowicie odcięte od świata?
Nie do końca. Współczesna Mongolia to połączenie tradycji i nowoczesności. W jurcie można zobaczyć zarówno ręcznie zdobione meble, jak i telewizor zasilany energią słoneczną.
Jednak mimo technologii rytm życia wciąż wyznaczają pory roku i pogoda. Szczególnie trudnym zjawiskiem są tzw. dzud – wyjątkowo surowe zimy, po których następuje brak dostępu do paszy. Takie warunki mogą prowadzić do dużych strat w stadach.
Skąd bierze się słynna mongolska gościnność?
Na bezkresnych przestrzeniach stepu podróżnik był kiedyś całkowicie zależny od pomocy innych. Odmowa przyjęcia gościa mogła oznaczać narażenie go na niebezpieczeństwo. Dlatego w kulturze mongolskiej zakorzeniła się silna tradycja gościnności.
Wejście do geru oznacza zazwyczaj zaproszenie na herbatę z mlekiem (często lekko słoną) lub poczęstunek. To element kultury, który przetrwał do dziś.

Dlaczego Mongolia robi tak ogromne wrażenie na podróżnikach?
Bo to jedno z niewielu miejsc, gdzie wciąż można zobaczyć życie niemal w niezmienionej formie – podporządkowane naturze, przestrzeni i stadom zwierząt.
Bez wieżowców na horyzoncie.
Bez świateł miast zakłócających nocne niebo.
Z ciszą, którą przerywa tylko wiatr.
To doświadczenie zupełnie inne niż hotelowy pobyt – to spotkanie z kulturą, która przez wieki nauczyła się funkcjonować w jednym z najbardziej wymagających środowisk świata.

Na własnej skórze możecie poczuć, jak wygląda taka noc pod mongolskim niebem – podczas naszej wyprawy do Mongolii połączonej z Koreą Południową czeka Was autentyczny nocleg w tradycyjnym gerze na bezkresnych przestrzeniach tego niezwykłego kraju.
Karolina C.