Zadzwoń do nas aby dowiedzieć się więcej: +48 12 633 04 60
Zamów katalog

PAPUA NOWA GWINEA - Święto w Mount Hagen

16.07.2020
PAPUA NOWA GWINEA - Święto w Mount Hagen

Święto w Mount Hagen

„Napady z bronią w ręku na samochody, pobicia, rabunki, strzelaniny, ataki na tle seksualnym, łącznie z gwałtami, są powszechne w Papui” – ostrzega podróżnych Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

            Jestem w Papui-Nowej Gwinei i czekając na lotnisku w Port Moresby na połączenie z Mount Hagen, zadaję sobie pytanie, jak uda mi się przetrwać, gdy zostanę otoczony przez tysiąc uzbrojonych wojowników w tradycyjnych strojach, pomalowanych w plemienne wzory, którzy przybędą z całego kraju na Singsing – największe doroczne święto. Spoglądam na codzienną bezpłatną gazetę i wydaje mi się, że nadal czytam ostrzeżenia MSZ. Po godzinie lotu docieram do Mount Hagen, które zostało odkryte przez białego człowieka dopiero w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Mniej niż sto lat temu! W drodze z lotniska kierowca pokazuje mi kościół protestancki, kościół katolicki, targ, więzienie... – nie, to nie jest więzienie, to mój hotel! Jestem zaskoczony, widząc hotel, który wygląda jak forteca. „W Mount Hagen nie ma policji” – ostrzega kierowca. Ogarnia mnie dziwne uczucie, gdy obsługa hotelu nie pozwala mi pójść samemu do centrum.

Z eskortą idę więc do supermarketu, by kupić coś do jedzenia. Pozdrawiam z szacunkiem strażnika przy wejściu, który w prawej ręce trzyma broń, a w lewej – smycz rottweilera. Wydaje się, że ochrania bank, a nie lokal 7/11! W środku zaczynam pojmować dlaczego – jedzenie jest droższe od złota! Wszystko tu przywozi się samolotami, nie ma żadnej drogi prowadzącej w góry.

Budzę się o świcie. Singsing odbywa się w pobliżu lotniska, na ogromnej arenie. Men bilong pait (wojownicy), pipels (kobiety) i pikinini (dzieci) są bardzo przyjaźni i gościnni. Moning – witają mnie maluchy łamaną angielszczyzną. Setki Papuasów przygotowuje się na Singsing. Wszystko odbywa się na świeżym powietrzu, a widzowie mają wrażenie, że znaleźli się za kulisami pokazu mody w Mediolanie czy w Paryżu: mężczyźni malują twarze na czerwono, żółto, biało i czarno, kobiety robią z trawy spódnice lub kilty, ciała są pokrywane gliną, błotem, a nawet świńskim tłuszczem! Starcy mędrcy tworzą z piór orłów, papug i rajskich ptaków gigantyczne przybrania głów warte setki, a nawet tysiące dolarów. Niektórzy wojownicy noszą jako naszyjniki szczęki torbaczy. „Jeśli nie masz szczęk, możesz wziąć zęby psów” – mówią do mnie. Wojownicy mają wetknięte w nosy kości, muszle, kły świń lub gałązki. Spotykam wojownika z gór, którego nos jest ozdobiony fragmentem licznika elektrycznego! Papuasi lubią wzbogacać swą biżuterię nowoczesnymi elementami, tak jak my lubimy postawić coś „etnicznego” w naszych domach. Wielu Papuasów ma tatuaże przedstawiające imiona, zwierzęta, rośliny. Pytam jakąś kobietę, dlaczego wytatuowała imię. Jest zażenowana, natomiast jej mąż – rozgniewany kolos z kamienną siekierą większą od mojej głowy – wyjaśnia mi: „Ten tatuaż to imię... jej byłego męża!”

O jedenastej rano wszyscy są gotowi. Singsing może się rozpocząć! Rusza parada. Maszerują wszystkie plemiona. Ta mieszanina dźwięków i obrazów nie jest paradą miłości, ale wojny! Święto w Mount Hagen zostało zainicjowane w 1964 roku przez kolonialnego australijskiego gubernatora, który pragnął przyczynić się w ten sposób do zaprowadzenia pokoju w kraju. Tak więc wojownicy jedynie symulują walkę. Ale kamienne topory, strzały, tarcze, włócznie, pałki są prawdziwe. Podczas obchodów święta nie dochodzi do użycia przemocy, ale nadal zdarzają się plemienne potyczki, pistolety zastępują siekiery, giną ludzie... Wsłuchuję się w wojenne pieśni i dźwięk bębnów; plemiona zaczynają maszerować po okręgu, w kolumnie, wzdłuż linii.

Nadchodzą błotniści ludzie Asaro! Idą w zwolnionym tempie. Z trudem oddychają w ciężkich, ważących pięć kilogramów hełmach z gliny i bambusów. Pytam jednego z nich, dlaczego maluje ciało białym błotem. „Wszędzie w naszym kraju wyobrażamy sobie, że nasi przodkowie mieli białą skórę” – odpowiada. Czyżby myśleli, że jestem ich rodziną? On śmieje się: „Nie, dla mnie jesteś tylko kamman – turysta z aparatem fotograficznym”.

Teraz mogę zobaczyć najsłynniejszych wojowników w Papui-Nowej Gwinei. Są to Huli – perukowi ludzie. W swoich wielkich „kapeluszach”, zrobionych z ich własnych włosów, które zaczynają obcinać w wieku czternastu lat, wyglądają niczym admirał Nelson!

 Za nimi idzie bardzo dziwne plemię, wygolone i pomalowane jak szkielety. To żyjący wokół Mount Hagen lud Wua Etamb, który w ten sposób czci zmarłych. Wojownicy śmieją się do mnie i wykrzykują: „Ty i my, ta sama fryzura!” Mają rację... Podczas Singsing zdecydowali się pokazać scenę pogrzebu. Grający rolę nieboszczyka spędzi cały dzień w trumnie z wydrążonego pnia drzewa, ciągnięty brutalnie przez dziesięciu wojowników biegających dokoła. Obawiam się, że po takim szokującym potraktowaniu aktor nie dożyje do końca dnia!

 Następnie nadchodzi gruba kobieta z ludu Emira, wysmarowana olejem silnikowym (jak ona będzie w stanie to później usunąć?). Za nią maszerują członkowie plemiona Mo-robe, w kapeluszach przypominających łodzie, dalej idą Noendi Minj, którzy wyglądają jak brazylijscy tancerze, oraz Suli Muli – młode, uśmiechnięte dziewczęta tworzące w marszu szyk rzymskiego żółwia, śpiewające bez przerwy, tak jakby ktoś gdzieś nacisnął przycisk „repeat”.

Plemienne tańce trwają aż do zachodu słońca. Ich uczestnicy muszą jeszcze wysłuchać niekończących się przemówień miejscowych polityków, podczas gdy nieliczni turyści wracają do hoteli ogłuszeni hałasem głośników. Niektórzy będą mówili, że to ludzkie zoo. Nie zgadzam się z tym – nie jest pewne, o jakie ludzkie zoo może chodzić. Jak powiedział wojownik Henga, uśmiechając się szeroko, na widok kilku japońskich turystów, którzy filmowali go zza kolczastego drutu, z „bezpiecznego” terenu: „Oni są jak świnie w klatce!!” Nie przegap następnego Singsing! I nie zapomnij swoich świńskich kłów!

Tekst i zdjęcia: Eric Lafforgue Tłumaczenie: Beata Król-Kawecka

Źródło: „Magazyn Globtroter