Targ Świetlistego Spokoju

- Czy chcesz ze mną zjeść potrawę o nazwie trzy krzyki myszy? - pyta pan Liang. - Dodaje ona siłę i energię i jest bardzo pożywna. Należy tylko postępować dokładnie według zaleceń, aby myszce nie wyrwał się czwarty krzyk. 
- Czy pogniewasz się, jeśli odmówię?! 
– Żartowałem, wiem, że Europejczycy mają inne gusta kulinarne, lecz we Francji jada się przecież żaby. – Tak, ale mimo wszystko one już nie rechoczą na talerzu i są, no... całkiem nieżywe.
– Nowo narodzone myszki kładziemy na półmisku. Pierwszy krzyk myszy rozlega się, kiedy ją podnosimy pałeczkami, drugi – gdy myszkę zanurzamy w sosie, a trzeci... domyślasz się, trzeba tylko dobrze pogryźć, żeby nie usłyszeć czwartego, już z żołądka – miła twarz pana Lianga promienieje.
– A znasz ulubioną potrawę Polaków, zwaną tatarem? – próbuję jeszcze trzymać fason, ale czuję, że przewaga kantończyka wzrosła niebotycznie, bo nie mam za dużo przykładów, nie przygotowałam się do tej szermierki kulinarnej. – A poza tym polscy mężczyźni szaleją za kaszanką i flakami – dodaję. Rozmowę tę prowadzimy już od dobrej godziny, siedząc w hali nowego portu lotniczego Błękitne Chmury w Guangzhou. Widzę, że wzmianka o flakach wyraźnie zbiła pana Lianga z tropu i że stracił pewność siebie. Teraz pojedziemy zobaczyć coś ekstra – tutejszy słynny targ, przecież znajdujemy się w prowincji Guangdong, gdzie jada się wszystko, co lata i nie jest samolotem, wszystko, co pływa i nie jest łodzią podwodną, i wszystko, co ma cztery nogi, a nie jest stołem. Guangzhou (dawny Kanton) to ośrodek prowincji Guangdong (dawniej również określanej mianem Kanton), niegdyś Królestwa Południowego Yue, wcielonego do Chin w II w. Osadnictwo chińskie na tych terenach rozpoczęło się dopiero w XII stuleciu. Do tego najbardziej otwartego na handel z cudzoziemcami miasta chińskiego kupcy arabscy docierali od II w., przywożąc m.in. kość słoniową i liczne towary na wymianę z miejscowymi handlarzami. Znaleziska na tych terenach, np. monety irańskie z II w., stanowią potwierdzenie licznych kontaktów handlowych miejscowej ludności z mieszkańcami dalekich lądów. Takie kontakty były możliwe dzięki temu, że Kanton leży w dorzeczu Rzeki Perłowej, wpadającej do Morza Południowochińskiego. Tu rozpoczynał się drugi historyczny handlowy jedwabny szlak drogą morską. Wielkie ilości towarów mogły być swobodnie przewożone na statkach i łodziach. A statki były ogromne. Mogły pomieścić duże ilości porcelany, jedwabiu i herbaty, które wywożono z Chin, a w zamian sprowadzano egzotyczne towary z dalekich krajów. Kanton słynie z niezwykle bogatej kuchni, rozsławionej także przez licznych emigrantów z tych terenów, którzy od XIX w. zasiedlali m.in. Stany Zjednoczone i inne państwa, tworząc dzielnice pełne sklepików z tajemniczymi ziołami, medykamentami i dziwnymi przedmiotami oraz licznych barów i restauracyjek, gdzie podaje się kantońskie potrawy. Chlubą Kantonu jest najsławniejsza chińska porcelana, spełniająca niezwykle surowe kryteria jakości i charakteryzująca się wyszukaną paletą barw. Targ Świetlistego Spokoju (Qingping Shichang) funkcjonuje w Guangzhou już od wielu lat. To największy tego typu targ w Chinach, sprzedaje się na nim wszystko, co można zjeść lub z czego da się zrobić lekarstwo. Pan Liang ma bardzo zadowoloną minę, mogąc nareszcie pokazać mi kuchnię kantońską… od kuchni. Przechadzamy się wzdłuż wystawionych przy restauracji pojemników z wężami i innymi stworzeniami, które można  wskazać palcem po to, aby miejscowy kucharz przyrządził z nich świeży posiłek. Przynajmniej wiemy, co będziemy jedli. Dalej stoją stragany z przyprawami, suszonymi roślinami, grzybami, owocami, ziołami, rybami (m.in. konikami morskimi), rozgwiazdami i owadami (wielkimi czarnymi muchami). Im dalej, tym robi się bardziej makabrycznie. Pojawiają się suszone części zwierząt: penisy jeleni, łapki, a także coś, co z wyglądu przypomina wysuszone mózgi. Pytam pana Lianga, jakiego zwierzęcia jest ten mózg. A on odpowiada, że to suszone łożyska po porodach kobiet. Odkrycie o tyle szokujące, że łożyska te, tak jak pozostałe artykuły lecznicze, są najczęściej wystawiane w płóciennych workach. Wszystkie towary zgromadzone w tej części targu służą do wyrobu lekarstw. Można też przebadać się u dyżurujących tu medyków i z wydaną przez nich receptą pójść do sprzedawców. Porada nie jest droga – kosztuje około pięciu euro. Następnie kupuje się określone towary i w specjalnych punktach sporządzają nam odpowiednie mieszanki. Można także zmielić kilogram suszonych penisów jelenia i mieć zapas cudownego medykamentu na całe życie. Ale nie wszystko trzeba mielić, gdyż np. suszona wielka mucha musi zostać skonsumowana w całości, bez popijania. Podobno wspaniale leczy ból gardła. Gdy masz chrypkę, połykasz muchę – i po kłopocie. Podążamy dalej i dochodzimy do sprzedawczyni, która ma ręce zanurzone po łokcie w ogromnej misce wypełnionej skorpionami – żywymi! Tutaj ustawiła się już kolejka chętnych do zakupów. Pan Liang tłumaczy mi, że tu sprzedaje się skorpiony dzikie, które są skuteczniejszym lekarstwem na choroby, niż znajdujące się w sąsiedniej misce skorpiony podobno hodowlane.
– Jak skonsumować te skorpiony? – pytam pana Lianga.
– Żywe skorpiony potrafią zwalczyć najcięższe choroby, przede wszystkim raka. Należy je po prostu zjeść – odpowiada pan Liang z kamienną, jak na Chińczyka przystało, twarzą – słyszałem o przypadku, że pewien mężczyzna wyleczył się z raka po zjedzeniu dwunastu świeżych skorpionów. Na razie nie mam więcej pytań do pana Lianga, dotyczących skorpionów. Na tym można by właściwie zakończyć ten spacer i nie komentować cudów medycyny chińskiej. Ale czy nie pozostałby niedosyt?
– A co z łapami niedźwiedzia? – zagaduję.
– Nie handluje się już łapami niedźwiedzia, to zakazane – mówi pan Liang. Chyba żeby taki miś szedł akurat po „czarnym rynku”, potknął się i nieszczęśliwie złamał wszystkie cztery kończyny – dodaję w myślach. Nie pytam już o inne dzikie zwierzęta, gdyż wśród wysuszonych różnych części zwierzęcych, które rozłożył blisko nas, bezpośrednio na chodniku, starszy człowiek przybyły z pewnością z głębi Państwa Środka, widzę łapy tygrysa. Na Targu Świetlistego Spokoju jest mnóstwo żywego towaru przeznaczonego do konsumpcji, m.in. małpy, psy, stłoczone w klatkach sowy. Nie będę opisywała ich rzezi. Ale nie bądźmy hipokrytami, pomyślmy o europejskich krasulach, świnkach, owieczkach kończących w rzeźniach. Wydaje się, że wegetarianizm to jedyna słuszna opcja. Jednak z punktu widzenia Kantończyka jest ona absurdalna. Natura oferuje takie bogactwo pożywienia, dlaczego więc z niego nie skorzystać? A czy żyjąca na krawędzi ubóstwa większość Chińczyków ma inny wybór niż konsumowanie wszystkiego tego, co tylko może się nadawać do jedzenia? Czy usłyszymy ostatni krzyk myszek pożeranych przez rozpędzoną machinę?

AKTUALNOŚCI

Nowa wycieczka na krańce świata: WYSPY ZACHODNIEGO PACYFIKU Termin: 05.03.2019

Dodano 21.06.2018 ZOBACZ

Tybet drogą lądową z Nepalu Termin: 24.10.2018

Dodano 08.06.2018 ZOBACZ

UGANDA – Okrzyknięta Perłą Afryki

Dodano 30.01.2018 ZOBACZ

Prestige Tours z nagrodą Małopolski Dąb!

Dodano 22.12.2016 Jest nam miło poinformować, że zostaliśmy wyróżnieni przez Związek... ZOBACZ

Róża Kolumba za najlepszy katalog premium "Najciekawsze Miejsca Świata 2016/17"

Dodano 29.04.2016 ZOBACZ

WYRÓŻNIENIE "ODYS 2015"

Dodano 12.01.2016 Jest nam miło poinformować, że zostaliśmy wyróżnieni przez Krakowską... ZOBACZ

PRESTIGE TOURS TOUROPERATOREM ROKU 2015

Dodano 28.10.2015

Jest nam niezmiernie miło poinformować Państwa, iż nasze biuro... ZOBACZ

Relacje z wycieczek

Z Tahiti na Bora Bora statkiem handlowym

... ZOBACZ

Turystyczny rejs na Półwysep Antarktyczny - Antarktyda oczami turysty

Nawet największa podróż musi się zacząć od pierwszego kroku.... ZOBACZ

Ayers Rock czyli Uluru

W ciągu ostatnich dwunastu lat miałem okazję być pod tym ogromnym... ZOBACZ

Targ Świetlistego Spokoju

- Czy chcesz ze mną zjeść potrawę o nazwie trzy krzyki myszy? - pyta... ZOBACZ

Luang Prabang - Laotańskie klimaty

Stoimy na szczycie wzgórza Phousi, które wyrasta w środku... ZOBACZ

KOLONIALNA FRANCJA

Wraz z udoskonaleniem nawigacji i żeglugi, w XV w. w morze wyruszyły... ZOBACZ

Goa - portugalskie klimaty w Indiach

Plaże na Goa mają piasek tak drobny, że pod stopami wydaje on odgłos... ZOBACZ

RAFTING NA ZAMBEZI

Angielski termin „rafting” na stale zagościł w naszym... ZOBACZ

Mekong i azjatycki kochanek

Miałam marzenie, aby jak francuska pisarka Marguerite Duras popłynąć... ZOBACZ

San Salvador – Dusza Brazylii

Podobno miasto San Salvador ma brazylijską duszę, której w... ZOBACZ

Manaus - amazońskie eldorado

Dla kogoś, kto wyobrażał sobie Amazonkę jako po prostu dużą rzekę,... ZOBACZ

Bhutan - Nowe puka do bram Kraju Smoka

Na przejściu granicznym między Bhutanem a Indiami, w miejscowości... ZOBACZ

Atacama - Wrota piekieł

San Pedro de Atacama. Jedno z najgorętszych miejsc na ziemi. Wyobrażam... ZOBACZ

Obrazki z Masai Mara

Obserwując z auta oddaloną zaledwie o parę metrów rodzinę... ZOBACZ

Madagaskar - pod osłoną nieba

Poruszanie się po Madagaskarze nie jest łatwe, ale wysiłek włożony w... ZOBACZ

Indie, Indie...

Truizmem jest pisać, że Indie to kraj kontrastów. Jednak tak jak... ZOBACZ

Podróże z plecakiem przez dziką Papuę-Nową Gwineę

Papua Nowa Gwinea rzuca podróżnikowi wiele wyzwań. Nie jest to kraj... ZOBACZ

Grillowanie na biegunie

Co jedliście, Panowie, dzień przed zdobyciem bieguna? M.Ch:... ZOBACZ

MEKSYK - PIELGRZYMKA DO STÓP MATKI BOSKIEJ Z GUADALUPE z wypoczynkiem w ACAPULCO - 12 dni

ZOBACZ

MEKSYK - PIELGRZYMKA DO STÓP MATKI BOSKIEJ Z GUADALUPE z wypoczynkiem na RIVIERA MAYA - 13 dni

ZOBACZ

MEKSYK - PIELGRZYMKA DO STÓP MATKI BOSKIEJ Z GUADALUPE z wypoczynkiem na RIVIERA MAYA - 16 dni

ZOBACZ

SHWEDAGON PAYA

ZOBACZ

WODOSPADY IGUAZU

Uznane 11.11.2011 za jeden z siedmiu cudów natury majestatyczne wodospady... ZOBACZ

Pocztówka z Galapagos

Uff, znów jesteśmy w domu. Zmęczeni, rzucamy bagaże, myślimy o... ZOBACZ

Tonące wyspy

Dopiero pod koniec ubiegłego wieku wiadomość o małym, niepodległym od... ZOBACZ

Moje goryle

Na każdym postoju czy noclegu rozmowy z przygodnymi nieznajomymi... ZOBACZ

Zmartwychwstanie w Salwadorze

Do Suchitoto – niewielkiego kolonialnego miasteczka, o którym... ZOBACZ

HUAORANI. Świat w odwrocie

Z Quito przylecieliśmy do położonej nad rzeką Napo, w sercu ekwadorskiej... ZOBACZ

Vilcabamba trzydzieści lat później

Vilcabamba to ostatnia stolica Inków, skąd w latach 1536–1572... ZOBACZ

U stóp himalajskich ośmiotysięczników

Himalaje można przemierzać także w pojedynkę, bez jazgotu tragarzy,... ZOBACZ

Piechotą na Machu Picchu

Znane są dwa sposoby dotarcia do ukrytego w Andach inkaskiego miasta... ZOBACZ

„Te, co skaczą i fruwają”, czyli niebezpieczne zwierzęta w podróży

         To nie będzie artykuł o... ZOBACZ

Hipotermia – nie tylko dla polarników

Hipotermia, czyli uogólnione wychłodzenie organizmu przytrafić się... ZOBACZ

MALARIA - fakty i mity

Malaria wciąż zbiera swoje żniwo, również wśród polskich... ZOBACZ

Bądź mądry przed szkodą, czyli przygotowanie zdrowotne do podróży

Nowa, śmiertelna choroba wirusowa na południu Afryki, epidemia... ZOBACZ

CHILE - ARGENTYNA - URUGWAJ

ZOBACZ